elem tego artykułu nie jest przekonanie kogoś do oczywistej rzeczy, jaką są korzyści z oszczędzania. Nie napisałem go także po to, aby wymieniać w nim setki sposobów na zaoszczędzenie gotówki (jak chociażby zmiana banku na taki, który nie pobiera opłat za prowadzenie konta). Do oszczędzania warto podejść od drugiej strony: skoro już wiem, gdzie odkładać pieniądze, których aktualnie wydać nie muszę (np. na koncie w banku, lokacie etc.), powinienem też sprawdzić, jak ograniczyć niepotrzebne wydatki.

Zanim rozpocząłem pisanie tego artykułu, przyjechałem do pracy metrem, choć jestem w posiadaniu samochodu. Ile zaoszczędziłem? Uznajmy, że auto spala 8l/100km, a do pracy mam 15km. Przy dzisiejszej cenie paliwa droga do pracy i z powrotem kosztowałaby mnie ok. 12zł. Za kartę miejską ważną 90 dni zapłaciłem 280zł. Dziennie kosztuje mnie to 3,11zł. Zaoszczędziłem więc dziś prawie 9zł!

Zastanów się czy auto jest Ci niezbędne, może warto pomyśleć o jego sprzedaży? Wbrew pozorom generuje ono bardzo duże koszty. I choć płacimy jednorazowo za ubezpieczenie czy za sam samochód (jeśli nie kupujemy na raty), to tak naprawdę w przeliczeniu na dni jest to duża kwota. Posłużmy się przykładem: kupiłem auto za 50.000zł, które planuję sprzedać za 5 lat za 20.000zł, jego ubezpieczenie to koszt 2.000zł rocznie. Do kwoty paliwa powinienem dodać za każdym razem koszt eksploatacji! Rzeczywisty koszt auta - 30.000zł i ubezpieczenia - 10.000zł, to aż 22zł dziennie! Jak widać, choć droga do pracy z powrotem pozornie kosztuje tylko 12zł (cena paliwa), ponoszę koszt 34zł! A koszt karty miejskiej to wciąż 3,11zł dziennie… Dopiero przy jedenastu osobach jeżdżących jednocześnie moim pięcioosobowym autem koszt zakupu kart miejskich dla domowników przewyższa koszt korzystania z auta.

Zakładam, że większość z Was pije rano kawę lub herbatę. Przyjmijmy, że  do czajnika wlejemy 300 ml wody ( 1 kubek). Dokonałem szybkich obliczeń. Mój czajnik podgrzewając 300ml wody pracuje około 40 sekund. Podgrzewając 1,5l wody pracowałby pięciokrotnie dłużej, czyli prawie 3,5 minuty. Zużyłby zatem pięciokrotnie więcej energii, a ja zapłaciłbym pięciokrotnie więcej za zużyty prąd. Koszt jednego podgrzania wynosi u mnie 1,8gr (u Ciebie z pewnością byłaby to podobna kwota). Rocznie jest to 6,50zł. Gdybym codziennie rano grzał pełen czajnik wody, zapłaciłbym 32,85zł, czyli ponad 26zł więcej! Niby grosze, ale jakby tę metodę zastosować także przy praniu (pierzemy dopiero jak pralka jest pełna), odkurzaniu (odkurzam szybko, acz dokładnie) etc., z pewnością po pewnym czasie udałoby się zauważyć znaczący spadek „uciekających” pieniędzy.

Warto także wspomnieć o zakupach w większych opakowaniach/zgrzewkach. Wiele sieci handlowych wie, że klienci patrzą na wielkość opakowania. Nauczeni doświadczeniem sprzedają towary w mniejszych paczkach po trochę niższej cenie. Przykładami, z którymi spotkałem się były: gumy do żucia (cena jednej gumy była niższa w opakowaniu 25szt. niż 42szt.), chipsy (cena 1g chipsów w opakowaniu 80g była tańsza niż w opakowaniu 125g). Należy zatem zawsze patrzeć nie na cenę produktu, a na cenę jednostki (sztuki w paczce, grama, litra etc.), a nie nabierać się na chwyty marketingowe.

Na koniec nie można nie wspomnieć o prawach konsumenta. Masz prawo do skorzystania z gwarancji. Jeżeli towar ulegnie uszkodzeniu nie z Twojej winy, możesz go zareklamować. Wielokrotnie uniknąłem dzięki temu niepotrzebnych wydatków (osobiście reklamowałem buty, zegarek naręczny oraz pralkę). Pamiętaj, że zgłaszanie wady produktu to nie wstyd. Każdego dnia, wykonując codzienne czynności, możemy oszczędzać, ale musimy nauczyć się zwracać uwagę na korzyści i straty ekonomiczne.

Więcej ciekawych i zaskakujących przykładów znaleźć można w pierwszej edycji komiksów ekonomicznych opracowanych przez Forum Obywatelskiego Rozwoju (www.komiksy-ekonomiczne.pl).