Maciej Zaremba , właściciel pracowni krawieckiej Zaremba

 

oja rodzina zajmuje się krawiectwem od 1894 r., a jedną z najstarszych anegdot jest ta z końca XIX w., gdy Edward Zaremba, szyjący wówczas mundury (garnitur to późniejszy wynalazek), w mundurze ukrył elementy zbroi. Klientowi pozwoliło to wygrać pojedynek, a Edwardowi przyniosło sławę. Można powiedzieć, że „zbroje” szyjemy do dziś. Mężczyźni nadal chcą wygrywać, jedynie natura pojedynków jest inna.

Moi klienci przychodzą do mnie po konkretny styl mojej pracowni i po poradę wizerunkową. Chcąc uniknąć wpadek pytają, a ja im odpowiadam: że nie uszyję czarnego garnituru, o ile nie jest to uroczystość żałobna, że wąskie krawaty i klapy to zły pomysł, a spinki należy kupić najprostsze i schować je na bardziej formalne okazje.

Najczęściej trafiają do mnie prawnicy i wysoka kadra zarządzająca, przedsiębiorcy. Od lat się nie reklamujemy, właściwie wszyscy trafiają do mnie z polecenia, czasem w ten sposób ubieram całe kancelarie czy korporacje. Oni przychodzą właśnie po ową „zbroję” – w pewnych kręgach szyty na miarę garnitur potrafi być czynnikiem przewagi w negocjacjach, w innych po prostu trzeba takowy mieć, nawet dodatki: poszetka, buty czy zegarek nie mogą być przypadkowej marki – one także stają się swoistym „kodem”, który ma być odczytany przez rozmówcę lub przeciwnika. Co więcej, różne osoby w ramach danej organizacji mogą pozwolić sobie (i nie mam na myśli finansów, lecz wewnętrzne zasady!) na garnitur z droższej linii Bespoke, a inne z tańszej linii Made to Measure. Wprawne oko odróżni garnitur szyty w obu systemach. Bespoke to oparte na tradycyjnych metodach, prawdziwe krawiectwo miarowe. Made to measure to szycie bardziej przemysłowe, ubrania powstają szybciej, bo pracuje nad nimi szwalnia, a nie jeden czy dwóch krawców przypisanych do klienta. Bespoke to bardziej doświadczenie, proces. MTM nastawione jest na produkt. Która z linii oferuje lepszy stosunek ceny do jakości? Ja twierdzę, że nie ma jednej odpowiedzi, to zależy dla kogo. Podobnie rzecz ma się z tkaniną czy krojem garnituru. Dlatego kluczowe jest zawsze pierwsze spotkanie, zanim cokolwiek zostanie skrojone czy uszyte. Najważniejsza jest tak naprawdę rozmowa i zrozumienie potrzeb klienta. Czego oczekuje od garnituru? Jak i gdzie będzie on użytkowany? Ile garniturów już posiada? A wreszcie, jaki efekt chce uzyskać – jeśli bardzo zachowawczy proponuję coś bardziej brytyjskiego, albo garnitur z kamizelką, zupełnie innemu klientowi zaproponuję dwurzędówkę, a takiemu, który już ma styl i chce zaszaleć szyjemy marynarki z podszewką robioną na zamówienie, przedstawiającą reprodukcje jego ulubionych obrazów. Spektrum możliwości jest duże.

Sporą część moich klientów stanowią także cudzoziemcy, i to nie tylko ci pracujący w Polsce. I znowu chodzi o styl mojej pracowni, choć zapewne i atrakcyjność cenowa Warszawy przyciąga. Przez kilka lat pracowałem sporo na zasadzie trunk shows – podróży za granicę w celu zebrania zamówień. Jednak zapotrzebowanie było zbyt duże, nie mogłem mu sprostać, wciąż obsługując klientów i nadzorując prace w Warszawie. Dzięki temu wielu cudzoziemców z zaskoczeniem odkryło, że Warszawa to miejsce, w którym można ciekawie spędzić czas, a podróż jest tańsza niż np. z jednego końca Szwecji na drugi. Coraz chętniej przylatują do mnie po zamówienia, a co parę tygodni do miary.