iedyś od prominentnego reprezentanta rynku ubezpieczeniowego usłyszałem, że „ubezpieczenia się sprzedaje, a nie kupuje”. Powiedziałem wtedy, że „najwyższy czas, aby ubezpieczenia zacząć kupować” i nawet trochę pokłóciliśmy się w tej sprawie.

W tym tylko z pozoru przewrotnym stwierdzeniu, że ubezpieczenia powinno się kupować (akcent na świadomy zakup), a nie sprzedawać (akcent na aktywność dystrybutora), tkwi podstawowy problem właściwego funkcjonowania i rozwoju rynku ubezpieczeniowego. Chodzi o edukację, o podstawową wiedzę i umiejętności, bez których nie można się spodziewać świadomego korzystania z ochrony ubezpieczeniowej, zwłaszcza przez gospodarstwa domowe.

Do poglądu, że w Polsce z edukacją ubezpieczeniową jest nadal źle, raczej nie trzeba przekonywać. Problem polega na tym, że po stronie tych, co potencjalnie powinni z ochrony ubezpieczeniowej korzystać, nie ma co do koniecznej edukacji dostatecznego przekonania. Po stronie tych, co oferują ubezpieczenia, więcej jest działań wizerunkowych niż prób realnego partycypowania w przedsięwzięciach edukacyjnych. Z góry patrzą na to instytucje państwa, które stosując instrumenty nadzoru, są skłonne bardziej ganić i surowo karać tych, którym udało się sprzedać wątpliwej jakości produkt ubezpieczeniowy, aniżeli wymagać konkretnego udziału w rzetelnej edukacji, której nie zastąpi najwymyślniejsza nawet reklama. Również edukacją szkolną mało kto się przejmuje, a na edukację międzypokoleniową – chyba najskuteczniejszą – ze zrozumiałych względów nie możemy jeszcze liczyć.

Treści edukacyjne powinny zaczynać się od kształtowania świadomości ryzyka. W tym miejscu można powiedzieć, że coraz więcej – na realnych przykładach – wiemy o ryzykach inwestycyjnych. Natomiast znacznie mniejsza jest świadomość ryzyk, do których ewentualnych skutków możemy zastosować ochronę ubezpieczeniową.

Ryzyko to zagrożenie zdarzeniem, którego zaistnienie powoduje stratę w posiadanych lub spodziewanych zasobach przedsiębiorstwa lub gospodarstwa domowego. Zrozumienie zagrożeń dla rodzinnego gospodarstwa domowego ryzykami, które nazywa się społecznymi, takimi, jak: choroba, niezdolność do pracy, śmierć żywiciela, bezrobocie, wypadek przy pracy, starość, niedołęstwo starcze, jest utrudnione z powodu nieznajomości systemu zabezpieczenia społecznego oferowanego przez państwo. Mało kto wie, na jaki poziom bezpieczeństwa socjalnego, na jakie świadczenia może liczyć z tego systemu konkretne rodzinne gospodarstwo domowe w sytuacji zaistnienia któregoś z wymienionych ryzyk. Najczęściej relatywnie większa ochrona jest zapewniana rodzinom o niższym statusie materialnym. Rodziny trochę bogatsze, o wyższy poziom zabezpieczenia muszą zatem zadbać same, korzystając z oferty dodatkowej ochrony ubezpieczeniowej.

Wcale nie lepsza, po stronie rodzinnych gospodarstw domowych, jest znajomość ryzyk majątkowych, do których ma zastosowanie ochrona ubezpieczeniowa. Lepsza jest wiedza o ryzyku kradzieży, znacznie gorsza o ryzyku odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym czy ryzyku niedostatecznej ochrony prawnej.

Metodę ubezpieczenia zacznijmy tłumaczyć bardzo obrazowym stwierdzeniem, że jest to zastąpienie wielkiej niepewnej straty (wielkiej szkody) małą pewną stratą (składką). Wtedy uruchomimy myślenie o przezorności ubezpieczeniowej.