est Pan zaangażowany w działalność filantropijną. Już lata temu wsparł Pan Stowarzyszenie Siemacha. Co spowodowało, że zdecydował się Pan na wsparcie takich inicjatyw?

Ponad 20 lat temu, z Jurkiem Starakiem szukaliśmy w Krakowie lokalu dla restauracji McDonald’s. Trafiliśmy wówczas na księży misjonarzy, którzy chcieli reaktywować ideę księdza Kazimierza Siemaszki. Ideę wychowania rówieśniczego. Potrzebowali funduszy na realizację tego przedsięwzięcia. Postanowiliśmy im pomóc i był to początek pięknej 25-letniej współpracy z Siemachą.

Idea Stowarzyszenia jest prosta — według księdza Siemaszki dzieci najchętniej i najskuteczniej uczą się od rówieśników. To model, w którym wychowankowie wzajemnie się inspirują i naśladują. W Stowarzyszeniu Siemacha obserwujemy, zarządzamy, ale nie ingerujemy bezpośrednio. Przewodnikami, liderami młodzieży są ich rówieśnicy. Oczywiście odpowiednio przygotowani do tego zadania. W takim otoczeniu, młodzi ludzie, często pochodzący z trudniejszych środowisk, lepiej się rozwijają.

W Stowarzyszeniu prowadzone są między innymi zajęcia z muzyki. Wielu zainspirowanych w ten sposób podopiecznych skończyło później szkoły i akademie muzyczne, a dziś grają w zespołach, żyją z muzyki. Pomagają też w Siemasze jako nauczyciele, co jest dowodem, że udało nam się wywołać efekt kuli śnieżnej i pomagać kolejnym pokoleniom podopiecznych Siemachy. Dziś to już nie tylko jeden ośrodek — jest ich 30, a projekt wspierają coraz to nowe firmy, przedsiębiorcy i osoby prywatne.

Czy pomaganie ma jedynie wymiar finansowy, czy odbywa się też na innych płaszczyznach?

Pieniądze w wielu przypadkach są przydatne, jednak nie są najważniejsze. Często nie musimy w ogóle angażować finansów, lub ewentualnie korzystać z nich w niewielkiej skali. Przykładem może być inicjatywa Czyste Tatry. Ten projekt ma pomóc nie tylko oczyścić górskie szlaki ze śmieci, ale przede wszystkim edukować. Podnieść świadomość turystów i pokazać, że śmiecenie to obciach.

Niedawno głośno zrobiło się o Panu także z powodu... wyczyszczenia pomnika w Copiapo w Chile.

W 2010 roku w jednej z kopalni w Chile nastąpiło tąpnięcie. Pod ziemią zostało uwięzionych 33 górników. Na małej powierzchni, w wysokich temperaturach i przy wilgotności 98 proc. górnicy przeżyli 70 dni. Chińska Fundacja „Pomniki Pokoju na Świecie” ufundowała symboliczną statuę wysokości 12 m, która ma upamiętniać to wydarzenie. Za każdym razem, kiedy byłem w Copiapo, przejeżdżałem obok tego pomnika.

Podczas sierpniowego rajdu w Chile, nasz zespół miał trochę wolnego czasu po zakończeniu rywalizacji, postanowiliśmy więc, za zgodą władz Copiapo, wyczyścić pomnik. To taki niewielki gest, dzięki któremu mogliśmy dać wyraz szacunku dla ludzkiego heroizmu.

Mało tego — dyrektor Atacama Rally, w kolejnej edycji, sam chce zaangażować się w podobną inicjatywę. Zrobić coś dla lokalnej społeczności.

Jakie znaczenie ma dla Pana pomaganie innym?

Pomaganie to dla mnie przede wszystkim przywilej. Miałem ogromne szczęście, że udało mi się osiągnąć sukces w biznesie i czuję się w obowiązku, by tym szczęściem podzielić się z innymi. Myślę, że misją każdego człowieka jest uczynić nasz świat lepszym. Staram się to realizować.

Czy ma Pan plany na dalszą działalność w tym zakresie?

Nasze aktualne projekty są bardzo absorbujące. Zależy mi aby rozwijać te inicjatywy, które już funkcjonują. Zwiększać ich zasięg i skuteczność. Z tego powodu nie mogę zaangażować się w nic nowego. Choć kto wie, być może niedługo to się zmieni.

A w sporcie i biznesie kieruje się Pan podobnymi wartościami?

Niezależnie od pola działania, zawsze jestem tym samym człowiekiem. Ze sportem jestem związany od wczesnych lat młodości. Dla mnie to nie tylko okazja by oderwać się od codzienności, ale także ciężka praca i sposób na zmierzenie się z własnymi słabościami. Nie tylko pod kątem fizycznym, ale głównie na poziomie mentalnym. Podczas jednego z Dakarów pomogłem późniejszemu zwycięzcy — Siergiejowi Kariakinowi. Dwa dni przed startem zapytał mnie o zapasowy wydech. Nie miałem problemu, by mu go dać, ale nie wiem czy przypadkiem nie zrobiłem tego z czystego egoizmu... żeby mieć z kim się pościgać (śmiech).